|
GRĘBAŁOWA HISTORIA W MIKROSKALI
|
| Otwarta w oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa - Dzieje Nowej w ub. tygodniu wystawa, opowiada o Grębałowie. Wiosce, która ma za sobą 750 lat historii. Pierwsza wzmianka o niej pojawiła się w roku 1166 lub w 1167, w dokumentach związanych z fundacją klasztoru w Jędrzejowie, gdy biskup krakowski Gredko nada ł klasztorowi w Jędrzejowie dziesięciny z licznych wsi, w tym m.in. z Grębałowa. Jak pisze rodowita grębałowianka Halina Florkowska-Francić, historyczka, autorka wydawnictwa „Z przeszłości Grębałowa 1247 – 1997”, „wieś Grębalów przez wieki nie miała szczęścia do pierwszoplanowych ról w historii Polski. Położona w rozwidleniu dwóch ważnych szlaków w żaden sposób na tym nie skorzystała, gdyż obie drogi, zarówno ta wiodąca do Proszowice, wielkiego zagłębia rolniczego i miejsca sejmików szlachty małopolskiej, jak i druga, prowadząca przez Luboczę, która stanowiła odgałęzienie szlaku na Ruś, omijały wioskę szerokim łukiem”. A jednak wielka historia dotarła i do tej spokojnej wsi. Grębałów to wioska, która podczas I wojny światowej zniknęła z powierzchni ziemi. Nie na skutek niszczycielskiego ataku, ale za sprawą sąsiedztwa - fortu artyleryjskiego, który w XIX wieku został wybudowany w Krzesławicach. Prezentowana na wystawie mapa austriacka pokazuje, że cały Grębałów leżał w zasięgu jego baterii. Gdy wojska rosyjskie, podchodziły pod Kraków, (z tej strony przebiegała granica zaborów austriackiego i rosyjskiego), to dla oczyszczenia przedpola fortu, mieszkańców wysiedlono, następnie zburzono domy, zlikwidowano płoty i wycięto drzewa. Jednak mieszkańcy powrócili - wioska została odbudowana na początku lat dwudziestych. Pisał o tych wydarzeniach w kronice szkoły w Luboczy, do której uczęszczały dzieci z okolicznych wiosek, swym starannym, kaligraficznym pismem, dyrektor - Franciszek Twaróg. Pamiątką odbudowy i powrotu na rodzinną ziemie jest kapliczka wystawiona, jako dziękczynienie za powrót. Na wystawie znajdziemy też projekty domów, przygotowane przez architektów, na potrzeby odbudowujących się po I wojnie wiosek, niestety w tym przypadku, niewykorzystane. Ten wojenny okres dokumentują drobne znaleziska: na wystawie pokazano oryginalne elementy uzbrojenia wykopane przez Grębałowian podczas prac polowych: szablę oficerską, rosyjską manierkę z I wojny światowej, bagnety, naboje… Z powodu wysiedlenia, zniszczeniu uległo wiele pamiątek rodzinnych. Ale w rodzinie Woźniaków zachowała się orginalna tabliczka szkolna sprzed I wojny światowej. Taki „zeszyt” wielokrotnego użytku na którym pisało się kredą… Ten eksponat polecamy szczególnie najmłodszym, bo kształtem przypomina dzisiejsze tablety. A jeśli chodzi o czasy jeszcze wcześniejsze, ba nawet bardzo odległe, to ich śladem są archeologiczne zabytki, jedne z pierwszych znalezione na tym terenie: siekierka kamienna i naczynia gliniane. Odkryto je podczas kopania studni w roku 1897, kiedy natrafiono na grób z czasów kultury mierzanowickiej (2300 do 1700 lat przed naszą erą). Można rzec, ze to o pierwsze wykopaliska na terenie Nowej Huty! Dziś są jednym z najstarszych obiektów krakowskiego Muzeum Archeologicznego. Czym byłaby wioska bez mieszkańców? I na ich życiorysach historia odcisnęła swoje piętno. Przedostatni dzierżawca wsi, Władysław Cieślewicz został zastrzelony w Katyniu. Jego nazwisko widnieje na liście katyńskiej pod numerem 3170. Jego ciało znaleziono w grobie nr 1, odkrytym przez Niemców w 1943 roku, a rozpoznano je po zachowanych wizytówkach, różańcu i medalikach. Wcześniej Cieślewicz wraz z żoną Heleną ufundowali dla pleszowskiego kościoła, którego Grąbałowianie byli parafianami, figurkę św. Teresy. Na okładce katalogu wystawy „Grębałów” umieszczono zdjęcie grębałowskich dziewcząt. Przedstawia Zofię Łach, Rozalię Krupę i Władysławę Piaseczną, w pięknych strojach krakowskich, w których grębałowianki chodzą do dzisiaj. Przyszły w nich również na otwarcie wystawy cała grupą. Jurek Kujawski „Szpinak” wspomina, że pierwszy raz pojechał rowerem z centrum Nowej Huty do Grębałowa, w roku 1964. „Wioska fajna była i spokojna” – mówi. Potem poznał Franciszka Nowaka z Grębałowa, a dla obu historia „małych ojczyzn” i tradycja miejsca były bardzo ważne. Franciszek Nowak ofiarował do „Chaty Szpinaka” piękne janczary, które teraz znalazły się na wystawie o Grębałowie i dlatego też przez moment zrobił się, podczas otwarcia, wieczór wspomnień o nim, który tej wystawy przecież czekał , a nie dane mu było doczekać. Ale janczary pięknie mu na wernisażu zadzwoniły… Wystawa o Grębałowie jest już kolejną - z cyklu „Zapomniane dziedzictwo Nowej Huty”. Potrwa do stycznia przyszłego roku. (l) ![]() Firma ogrodnicza E. Freege, z kolorowego plakatu na tle którego stoi Maciej Miezian, który wystawę o Grębałowie przygotował, w latach 1937 – 1948 dzierżawiła majątek Kapituły Krakowskiej w Grębałowie. W Krakowie, przy ulicy Lubicz miała szklarnię i gospodarstwo ogrodnicze. Firma dawała zatrudnienie przede wszystkim kobietom z Grębałowa, co było szczególnie ważne podczas okupacji. |
