Przygoda kaprala Makaruchy
Pewnej październikowej nocy 1925r. fort w Grębałowie został zaalarmowany strzałami, które padły w pobliżu wartowni. Rozeszła się pogłoska wśród żołnierzy, ze fort został zaatakowany przez grupę dywersantów. Kapral Makarucha, który był w tym czasie dowódcą warty, opowiadał o tym, jak to ujrzał wynurzające się z ciemności postacie, które na jego widok otworzyły ogień. Kapral zaczął strzelać z pistoletu. W czasie wymiany strzałów został ranny w rękę.
Wysłane w teren patrole nie znalazły jednak żadnych śladów po dywersantach. Cała rzecz wyglądała mocno podejrzanie. Kaprala Makaruchę przewieziono do szpitala woskowego w Krakowie, aby udzielić pierwszej pomocy lekarskiej. Tam naciskany przez oficerów kontrwywiadu wyśpiewał cała rzecz, jak należy.
Otóż, gdy przyszedł do wartowni po rozprowadzeniu wart, położył na stole pistolet. Jeden ze znajdujących się w pomieszczeniu żołnierzy, wziął go do reki i zaczął przy nim manipulować. Kapral chciał mu odebrać broń, która wówczas sama wystrzeliła. Kula utkwiła kapralowi w ręce. Wówczas kapral bojąc się odpowiedzialności za nieostrożne obchodzenie się z bronią , namówił żołnierzy znajdujących się w wartowni, aby sfingowali napad i rozpoczęli strzelaninę…
Za karę Makarucha został zdegradowany. Wkrótce znowu zameldował się u oficera kontrwywiadu, aby tym razem ostatecznie wyjaśnić, dlaczego pistolet nagle „sam” wystrzelił. Otóż w momencie, gdy odbierał go podwładnemu, ujrzał w oknie wartowni bladą postać z wytrzeszczonymi oczami. Z wrażenia nacisnął spust pistoletu, zapominając o względach ostrożności.
Na odgłos wystrzału widmo zniknęło. - Myślałem, że wtedy mi się przywidziało- kontynuował swą opowieść Makarucha. -Ale od tej pory- ilekroć mam wartę, zawsze widzę bladą postać z wytrzeszczonymi oczami, stojącą za moimi plecami.
Oficer nie dał wiary opowieści Makaruchy, ale potwierdzili ją inni żołnierze, którzy również widzieli zjawę. Wieść, że w forcie straszy, obiegła wszystkich żołnierzy. Doszło do tego, że nikt nie chciał chodzić na nocne warty. Kapelan pułkowy odprawiał egzorcyzmy, ale nie pomogło. Widmo nadal straszyło w Grębałowskim forcie.
Pewnego dnia kilku żołnierzy, porządkując teren kolo fortu, wykopało owinięte w worek zwłoki mężczyzny ze śladami sznura na szyi. Ekspertyza wykazała, ze trup leżał w ziemi kilka lat. Był to prawdopodobnie szpieg rosyjski z okresu I wojny światowej, którego przechwycili Austriacy i bez sądu powiesili.
Od tej pory widmo a wytrzeszczonymi oczami przestało straszyć w grębałowskim forcie, a Makarucha za dobre sprawowanie i gorliwość służbową odzyskał wkrótce potem naszywki kapralskie.