
Listopadowy dzień
niedzielny poranek liście szronu
rozłożył srebrem już na oknach
listopad wsączył się do domu
i snem zalega w jego kątach
na trawie która wciąż zielona
tańczą o świcie dwa wróbelki
a dnia unosi się jasna zasłona
gdy dzwony biją tonem pięknym
słońce powoli się przebłyska
wynurza się z porannej mgły
blaskiem układa się na liściach
i rodzi nam kolejny świt
sny umykają już w niepamięć
a pierwsze słowa cicho płyną
unoszą się w pogodny ranek
na rosie srebrnej echem giną
listopadowy nastrój popołudniem
rozgościł z nami się w salonie
i szumi wiatrem co gra cudnie
sycąc powiewem życia płomień
zapalmy ognie swej pamięci
na grobach co porosłe mchem
i te płomienie życia wzniećmy
niech sycą blaskiem nowy dzień