Dzień jak co dzień
Ach te mgliste jesienne poranki
ile w nich się pomieści uroku,
ponad łąką bieluśkie firanki,
liść się sypie, słychać tupot kroków.
Matka pierwsza się z łóżka podrywa,
pora dzieci do szkoły już budzić ,
kiedy zdrowa to bywa szczęśliwa ,
wstawać, wstawać nie czas by marudzić
Woda ciecze w łazience strumieniem,
już przemyte i oczka i buzie
dzieci śpiące, stąd może milczenie
Do nauki mkną małe i duże .
Jakieś w locie zjedzone bułeczki
łyk herbaty, czasami kakao
na przystanek wśród chłodu wycieczki,
trochę żal, że się pospać nie dało .
Deszczyk siąpi i oczy się kleją
już nie pora by się wylegiwać,
autobusem, a przed laty koleją.
mknie przez życie rodzina szczęśliwa
Zanim wrócą matka sprzątnie mieszkanie,
obiad zrobi, upiecze ciasteczka
jest robotna, więc co to jest dla niej.
Po południu powróci wycieczka .
Będzie głośno ,wesoło i tłoczno
słów tysiące i ogrom wydarzeń,
po obiedzie za oknem już mroczno,
życie pędzi w bezkresu wymiarze .
Wiewióra – „poetyckie-zacisze”