jesienne słońce

zimno dotyka ziemi
słońce promieniami
usilnie próbuje
ją jeszcze rozgrzać

liście spadają kolorowe
ścieląc chodniki szczyty
gór malują się brązem
zielenią i czerwienią

spacer leśnymi ścieżkami
przypomina taniec
wśród gwiazd kolorowych
trzeszczą liście jak fajerwerki

jesień chociaż zimna
deszczu też nie szczędzi
a jednak jest przepiękna
kolory chwytają za serce

polny mak – „poetyckie-zacisze”
Liście wspomnień

Jesień zakrada się bezszelestnie,
maluje świat złotem i ogniem.

Wiruje między liśćmi –
uśmiechnięta, silna,
czasem dziurawa.

Mgła spływa łzawa, chłodna…
Żegnamy bliskich, sąsiadów, koleżanki.
Każdy spadający liść
staje się wspomnieniem,
skrzy się w powietrzu jak echo.

Niech wiatr niesie radość,
a rudość dodaje odwagi, czułości
i wdzięku –
jak liść wirujący w słońcu.

Babajaga – „poetyckie-zacisze”

Całuje...całuje

Wiatr cichutko wieje...wieje
do policzka się przytula
dzień się do mnie śmieje...śmieje
i mój humor jest jak ulał

Idę polną drogą...drogą
szukam moich starych druhów
oni pomóc mogą...mogą
i obronią od złych duchów

Jesień szeleści...szeleści
siwym niebem paraduje
a wiaterek pieści...pieści
jak ty całuje...całuje

takie jesienne echo przypłynęło...
lucja.haluch – „poetyckie-zacisze”

Jesienne Astry

Już na łąkach więdną trawy
tylko piękne astry kwitną
babie lato w nić spowite
zapatrzone w toń błękitną

Teraz jesień chociaż smutna
już zamienia swoje daty
pożółciło się też w lesie
i powiędły polne kwiaty

Noce dłuższe lecz spokojne
rozkładają swoją ciszę
tylko czasem leciuteńko
wiatr drzewami zakołysze

Zbrązowiały inne drzewa
piękne ubierając suknie
stoję patrzę i podziwiam
nic z piękności mi nie umknie

Te wspomnienia są jak miodu
słodkie prosto z ula plastry
a na sercu cudnie kwitną
te jesienne piękne astry

Halinka – „poetyckie-zacisze”

Miłość w parku

idę przez park z kochaną dziewczyną
wokoło drzewa sypią złotem liści
a te co spadły pod stopami płyną
tak piękną chwilę można tyko wyśnić

objęci w pół radosnym śmiechem
mijamy ludzi tuż przy alejce
co już unieśli snów powiekę
i pozdrawiają zbudzonym sercem

wiatr też młynkuje między klonami
na ławce leżą czerwone liście
a my wciąż w sobie zakochani
cieszymy się jesieni przyjściem

wrzosy na klombach dojrzewają
fiolet z czerwienią to ich barwy
przy fortepianie ktoś siedzi grając
a woda spływa spod fontanny

dęby swe żółte złotawe liście
kładą dywanem tuż na ziemi
i wiatr je trąca tak posuwiście
jakby chciał zagrać tej jesieni

przy akacjowej długiej alejce
mówisz mi kocham raz po raz
czuję jak bije twoje serce
gdy znów całujesz moją twarz

podniosę liści złotawych kilka
by między kartki lekko włożyć
może powrócą w czasu przystań
gdy przyjdą śniegi tęgie mrozy

idę przez park z mą ukochaną
wiatr nam przygrywa po konarach
te chwile w sercu pozostaną
no bo dobrana z nas jest para

Markus55 – „poetyckie-zacisze”

Ciszy sęk

Jest melodia tak jedna
O której w marzeniu tkwię.
Ta melodia, ta poezja,
Zwyczajnie ciszą się zwie.

Gdy za oknem deszczu szmer,
Kiedy spokój trzyma...ster,
Ten spokoju piękny ton,
To niemal poezji dzwon.

Jest muzyka pożądana,
W każdy dzień wypatrywana,
Jej cudowny, cichy dźwięk,
To jak pełen szczęścia sęk....

Wsumie_nikt – „poetyckie-zacisze”

Przed snem

Zmęczona biegiem wydarzeń
przymykam znużone oczy.
Spragniona sennych marzeń,
a łza za łzą wciąż się toczy.

Nie chce już rozmyślać
nad obrazem świata.
Jednak myśl uparcie,
nachalnie powraca.

Sens istnienia człowieka
w ogromie zaistnienia?
Czym jest dla niego wiara,
gdzie szuka zapomnienia?

Moje oczy widzą.
Uszy zdolne słyszeć.
Bardzo chcę żyć, istnieć.
Pragnę dawać i brać

Łatwiej jest chcieć niż mieć.
Szczęśliwi potrafią,
mając niewiele dać.
Posiadając wiele,
nauczyć się nie brać.

Banalne snuję marzenia,
wizję cudownego świata.
Ta doskonałość istnienia
po przebudzeniu ulata.

motto dnia;
"Panie naucz moje serce radować słodyczą
milości".
"Pustelnia Parmeńska".

Na czas określony

Życie jest epizodem stanu świadomości.

Życia nie spędzisz w ogrodzie różanym,
nieraz z posuchy żyzna ziemia spęka,
nieprzewidziane los układa plany,
chociaż za młodu nosił cię na rękach.

Dni przed nocami popychasz z mozołem,
gdzie jeden sukces sto problemów mija,
zanim na stacji "Wymiana pokoleń"
będziesz zmuszony w końcu się zatrzymać.

Odbiciem w lustrze przestałeś się łudzić,
stoisz jak kolos na glinianych nogach,
wierząc, że ciągle zmierzasz w stronę ludzi,
choć z każdym krokiem bliżej ci do Boga.

Koszty postępu czas na tobie wymógł –
pośród najbliższych jesteś incognito;
drogi przestały prowadzić do Rzymu,
przed zagubionym skręcają donikąd.

panZ – „poetyckie-zacisze”

Kosa papierową

gęba pełna religii
oto co się dzieje
z papierową kosą na chwasty
a sam nie trąci
nawet kijem
gdzie my żyjemy
co tacy chodzą na ulicach
drąc gęby
a dzieci słyszą
je.. uchodźców
je .. uchodźców
a i co paszczę drą
co na to ich żony i kobiety
czy z takimi spać można
mowa nienawiści
to groźna broń
i tu szatana nie trzeba
gdyż człowiek
właśnie człowiek
wykonuje sam za niego
tę że robotę
że przyjdzie taki dzień
że jego skrzydła staną się białe
jak śnieg leżący na polach

Gabrys – „poetyckie-zacisze”